Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wip. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wip. Pokaż wszystkie posty

20100328

latarnie...

...w łodzi gasną o 6.05 lub 7.05, nie jestem pewien bo jakaś zmiana czasu nastąpiła. ale nie po to piszę.
tu był post, który usunąłem, bo stylistycznie rano (znaczy teraz, o 15.) wydał mi się do bani. chodziło o to, że jest radośnie mimo wszystko xD. no to tyle.
może jak to lepiej ogarnę to napiszę od nowa, z tą samą treścią, a lepszą formą.
Piątka!

20100318

no to tak...

pozwolę sobie siebie. zacytować: (23:45) jak by mnie ktoś teraz sfilmował a potem wyciął z tego obrazu kompa to bym wyglądał jak jakiś daun albo autystyczny człowiek.
siedzi z nogami na krześle tak, że ma kolana pod brodą, dwie ręce nad biurkiem, palcem wskazującym jednej dłoni coś przytrzymuje, a drugiej macha na przestrzeni nie większej niż jakieś 20 cm kwadratowych. (tu koniec cytatu)
bo siedzę, tak jak widać na załączonym obrazku, chyba że plecy zaczynają boleć, albo nogi drętwieć. no i z tą różnicą, że nie ma nikogo kto by mi zrobił zdjęcie (dzięki A. :), nie mam tak różowych ścian (czy tylko mój monitor tak to wyświetla?) i siedzę od jakiejś 23. najpierw poprawiając o milimetry szkic (co i tak do końca niestety się nie udało), a następnie kładąc ten kolor, pociągnięcie fotoszopowego brush'a za pociągnięciem. bo tak fajnie i się ręka wprawia. tylko tablet by się przydał, precyzyjniej by było, a tak po ukończeniu rysunku będę mistrzem naciskania trzech klawiszy B, W i E. co z resztą ciekawie się składa, z angielska 'bwe' by się chyba przeczytało jak 'bue', a pewnie będę rzygał nim przez jakiś czas.
no ale, wracam do roboty. will keep in touch.

20091226

byle co

piszę, pod presją, bardzo miłą, choć odległą, ale konsekwencja w dystansie to wszystko na co mnie stać. bo ten, konsekwencja maleje wraz z odległością, za to inne rzeczy jak by to... rosną, poza hamulcami, one też maleją, robią się z nich hamulczyki.
mam ogromną, zuchwałą ochotę napisać coś o naturze przyjaźni, że to taki twister niby, prosta plansza, kilka rzędów kolorowych kółek, zasady jeszcze prostsze (do twistera dodają w ogóle instrukcję? reguły gry? pewnie tak, to w końcu gra, nie życie) a potem przystępuje się do gry, jest świetnie, ale czasem gracze przyjmują takie pozycje, że plansza czy ta przeklęta wskazówka (słowo klucz?) są zupełnie zbędne.
i nie, nie chodzi mi tu o ustawienie przyjaźni na równi z grą, brońcie mnie od tego Wy nieliczni przyjaciele, ale na pewno rozumiecie, że to taka nieudolna figura stylistyczna, którą chciałem zastosować, by pokazać o czym chciałbym napisać, bo mnie kusi, ale nie napiszę. bo nie umiem tego teraz tak napisać jak myślę, by otrzymało kształt jaki chciałbym by otrzymało (tak, szkołę budowania myślowych labiryntów ukończyłem z wyróżnieniem, teraz mam nadzieję robię spore postępy w ich burzeniu, może nie w tej chwili, ale staram się, a jestem taki słabiutki).

będzie przyziemnie, bo taki minilans, gdzie mnie można napotkać w sieciowości jako takiej, bo się rejestruję a potem smucę, że nie mam znajomych i w ogóle, a skąd oni, biedne dusze pośród tego cyfrowego limbo mają wiedzieć, że ja to ja? ba! skąd mają wiedzieć, że mają mnie szukać bo się smucę? no właśnie. to lecim.

fejsbuk - na początek oficjalnie, tu jak ktoś mnie z nazwiszcza kojarzy to może mnie znaleźć, bo wiecie, taki jestem mega anonimowy, chyba że komuś zależy to niech pchnie mejla ( nothing.mort na gmail.com ) to się kulturalnie pozapraszamy. po żadnej szkole mnie nie sposób znaleźć, bo to fejsbuk, a nie jakaś polska nasza klasa.
dalej twitter, gdzie swój minibloging uprawiam jako hodowla hamaków , ostatnio odzwyczaiłem się od tego serwisu, ale jak jesteś posiadaczem konta, możesz zacząć mnie śledzić i zacząć czytać moje pijackie myśli o długości smsa.
i chyba na koniec zajawka ostatnich tygodni (oby trwała długo) świetny wynalazek jakim jest zupa, w tym przypadku moja - hamakowa. wynalazek świetny ponieważ nie wymaga tak naprawdę wielkiego wysiłku, a pozwala gromadzić różne rzeczy, na które natkniemy się w internecie ogólnie czy w innych zupach. może irytować pewna wtórność, ale wiadomo, każdy chce mieć w swojej zupie swoje ulubione śmieci.
hm, do tego dochodzą konta na świetnym last.fm i dA (linki po prawej stronie, lista wydłuży się o wspomniane).
to by było na tyle, nasuwa się jedno pytanie: po co to wszystko? odpowiem z nieskrywaną przyjemnością: nie mam pojęcia, ale rozrywki dostarcza sporo. a może 'rozrywki'. o i jeszcze refleksja: to trochę głupie, że 'swoje nowości' reklamuję na blogu, który jest z tego wszystkiego najbardziej zaniedbany, ale to jednak tu znajduje się centrum tego bajzlu, jak by nie było.
po poważniejsze rzeczy zapraszam kiedy indziej, teraz zbliża się godzina 2 (choć blogger wstawi godzinę rozpoczęcia pisania, co nie za dobrze poświadczy o moim tempie pisania, ale who cares)

stay tuned and remember! happines IS easy.

20090707

to będzie...

... zajebista wlepa! 'i choćbym się zesrał, tak będzie' o.
pomysł dojrzewał (dojrzewa nadal) ładnych parę miesięcy. wymaga końcowego dopracowania, dostosowania do drukowania i usunięcia adresu, który umieściłem w pełnej pychy obawie, że ktoś będzie chciał ukraść mą 'wielką sztukę'. uh, oh.

p.s. odświeżam linkasy po prawo. zara.
p.s2. taka bezstresowa nota, bo czemu by nie.
p.s3. nie zesrałem się, więc będzie :D (jeeeny, mort, ty jednak głupi jesteś...)

20090321

Hyhyhyyy...

Ahahahaaaa... trochę czasu minęło, nie ma co ukrywać. Ale, who cares? Poza tym nie mam stałego dostępu do internetu, więc no... ohhh, whatever.

Chciałem się pochwalić. Choć na pewno nie jakością i wielkością zdjęć z mego 'cudownego' telefonu xD . Anyway, czek dys ałt.

najnędzniejsza jakość.zawsze się zastanawiam, czy podarta wlepa to dowód, że komuś się podoba i chce ją sobie zabrać, czy wręcz przeciwnie.towarzyszące tej spotkał los podobny do tej powyżej.
yeah.mini.mój największy czerep (tymczasowy, jak widać xD) a zdjęcie chuj wie czemu, małe.

graaaand finaaaale! moja wlepa nad Niagarą (tak, tą Niagarą). i obok kupy ptasiej :D. podziękowania wędrują do Pani-która-nie-chce-się-ze-mną-napić-piwa-ostatnio ;P
***

brak wiosny to wkurwiający detal.

20070713

Łerk in progress

Idąc za głosem komentarzy, oraz własnej ciekawości i chęci, wczorajszy dzień spędziłem na rysowaniu postaci podpisanej w poprzednim poście 'Pan'. Chcę utrzymać wygląd gościa w klimacie post apokaliptycznym / steampunkowym, cały czas nad tym pracuję, choć wczoraj więcej czasu zabrało mi narysowanie postaci pod kątem, a nie stojącej twarzą i tułowiem do oglądającego. Trochę to trudne, ale nie od razu Ankh-Morpork zbudowano. Przy okazji oglądam sobie różne grafiki z warhammer'a 40k, fallout'a czy neuroshimy szukając inspiracji do szczegółów jakimi będę chciał obdarzyć postać. Szczerze przyznam, że tych grafik wiele nie ma, ale zawsze coś zostaje w głowie.
Co do samych prac, jak tytuł wskazuje, są one bardzo 'in progress' i jeszcze dużo pracy przede mną, tym bardziej, że cały czas kombinuję nad okryciem wierzchnim Pana. Ostatni rysunek to lekko zmodyfikowany przeze mnie M1 Garand, amerykańska broń z czasów IIWŚ, przypadł mi do gustu jak grałem w Call of Duty i oto jest.

Poooza tym, czytam 'Gwiezdny Pył' ('Stardust') Neil'a Gaiman'a, lekka książeczka o chłopaku, który wyrusza do Krainy Czarów w poszukiwaniu Gwiazdy, którą obiecał swojej wybrance serca. Bardzo szybko się czyta, za co uwielbiam Gaiman'a, który nie rozwodzi się nad wszystkim w okół i porusza tylko naistotniejsze dla akcji wątki. Jak przeczytam całość (pewnie dziś wieczorem) postaram się napisać coś więcej.
A oto i prace:Ta wersja (biorąc pod uwagę udane w miare D:) ma trochę sporo usterek :D.
Miał trzymać broń, ale na razie zrezygnowałem, bo po co wysilać się na szczegóły, gdy samej postaci dużo brakuje.
Garand.