rozhuśtane hamaki
A na dodatek właśnie zaatakowała mnie masa myśli, z których żadnej nie potrafię pochwycić, przyjrzeć się dokładnie i tu sprytnie ulokować. Ale to kolejna cecha Przystanku: mnogość wrażeń, które jeszcze długo będą bardzo silne.
Nie jestem normalny, dlatego też nie byłem tam z normalnymi ludźmi, nie do końca z wyboru, to po prostu tak działa. I jest to zajebiście cudowne.
Dobrze, kończę to obrzydlistwo, bo jeszcze chwila i wyjebię ten tekścik w komputerową nicość, a chciałem napisać cokolwiek przed wyjazdem, który już za kilka godzin. Bo chyba dobrze napisać o czymś przyjemnym, gdy w głowie same nieprzyjemne myśli. Oooo! To stąd nieskładność wszystkiego co powyżej! No proszę. Aha, mam twitter'a, o tutaj, który i tak będzie zaniedbany przez czas wyjazdu (czyli jakieś półtorej miesiąca), ale który bardzo lubię.
Coś jeszcze? Na pewno, ale - i to mówię bardzo szczerze, bez żadnej przekory, czy innej pozy - czuję się totalnie bezradny i nie w stanie do zmierzenia się ze Wszystkim, trochę mnie to martwi.
No właśnie, a miało być pozytywnie.
O, trochę będzie, bo uczę się czesać włosy zaczynając od końcówek. Mniej boli.
Tym rozbieganiem nastrojów żegnam się, a w duchu już tęsknię za tym blogiem, którego nie będę tak zaniedbywał w przyszłości.
